wtorek, 14 sierpnia 2012

La operación de salvamento

¡HOLA!

Czyli akcja ratunkowa. 
W poście z sierpniową aktualizacją włosów wspomniałam o zniszczeniach jakie wywołało u mnie słońce, wiatr i słona woda z Bałtyku. Moje włosy stały się suche, łamliwe, straciły blask. Wzmogło się też ich wypadanie. Do ideału jeszcze bardzo daleko. Mogłabym tak na nie narzekać i z godzinę, ale nie ma co się oszukiwać - stres też wpływa na kondycję włosów. A to błędne koło. Dlatego koniec narzekania i marudzenia! Rozpoczynam intensywną akcję ratunkową moich włosów! :D

 
Udało mi się upolować na DOZ-ie wcierkę Jantar. W związku z zawieszeniem przez Faromę produkcji jej zdobycie graniczy praktycznie z cudem. Potrafi zniknąć tak szybko jak się pojawić. Dlatego zaopatrzyłam się od razu w dwie buteleczki. Włosomaniaczki naprawdę ją uwielbiają i wywalczyły (jak lwice :D) przedłużenie produkcji co najmniej do końca roku. Mam nadzieję, że moje włosy polubią się z Jantarem. 
Wiem, że nawet najdroższe i najlepsze kosmetyki nie dadzą zadowalających efektów bez odpowiedniego odżywiania włosów od wewnątrz. W związku z tym postanowiłam uzupełnić moją dietę w skrzypokrzywę. Od trzech dni codziennie wypijam dwa i pół kubka tego eliksiru. :D Jego zadanie to przede wszystkim oczyszczenie organizmu z toksyn, co skutkuje początkowym wysypem na twarzy, ale również dostarczenie organizmowi krzemionki, która korzystnie wpływa na stan włosów, skóry i paznokci. Skrzyp bogaty jest w krzem i potas, które są bardzo istotnymi minerałami w odżywianiu włosów. Pokrzywa dostarcza nam wielu kwasów organicznych, soli mineralnych i innych istotnych związków, ale niestety wypłukuje nam z organizmu magnez, a skrzyp witaminy z grupy B, więc warto je dodatkowo suplementować. Liczę, że pod koniec kuracji włosy będą mocniejsze, będą szybciej rosły i pojawią się nowe babyhair. :)
Postanowiłam też powrócić do przekleństwa z dzieciństwa, czyli tranu. Chcę ogólnie wzmocnić swój organizm przed sezonem jesienno-zimowym, gdyż mam słabą odporność i zdarza mi się chorować. Kupiłam tran w kapsułkach (szkoda, że nie było takich 15 lat temu!). Preparat dostarcza organizmowi witaminy A, D i E oraz kwasy tłuszczowe omega-3. Witamina A neutralizuje wypadanie włosów i pomaga pozbyć się łupieżu. Witamina E zwiększa absorpcję tlenu do obiegu krwi, co pomaga zwiększyć cyrkulację do skóry głowy. Podczas sezonu letniego nasz organizm sam produkuje witaminę D. Wystarczy przebywać na słońcu z odsłoniętymi łokciami i kolanami przez pół godziny dziennie. Niestety w zimę jest to niemożliwe, no chyba, że mieszka się w słonecznej Andaluzji. :D Witamina D odpowiedzialna jest przede wszystkim za stan naszych kości i układu nerwowego. 
Chciałam też wypróbować na swoich włosach nowy olej, dlatego wybrałam się do sklepu z żywnością ekologiczną, gdzie miła pani ekspedientka powiedziała mi, że olej lniany owszem wpłynie na stan moich włosów od zewnątrz, ale prawdziwe cuda zdziała od środka. Dlatego oprócz olejowania włosów postanowiłam wypijać dziennie dwie łyżki, jednakże okropny smak zmusił mnie do dodawania go do jogurtów i deserów.  Olej lniany zawiera kwasy omega-3-6-9, które niesamowicie wzmacniają nasz organizm. Wpływają na nawilżenie skóry, wzmacniają włosy i paznokcie. 
Zaczęłam też dosypywać do wszystkiego siemienia lnianego, który ma nawilżyć od środka zarówno skórę jak i włosy. Nie są to hurtowe ilości (najwyżej łyżeczka czy dwie), ale wierzę, że siemię dorzuci swoje trzy grosze. Zawiera witaminy z grupy B, które wypłukuje pokrzywa, a ponad to witaminę E, magnez, wapń, cynk, żelazo, potas i fosfor. :) 
Mam nadzieję, że taka akcja ratunkowa przyniesie naprawdę niesamowite rezultaty. Staram się myśleć pozytywnie, nie denerwować się i nie narzekać na moje włosy. Kochane, pamiętajcie - złość piękności szkodzi! :)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Las novedades en mi armario en agosto '12

¡HOLA!

Czyli nowości w mojej szafie w sierpniu '12.
Wakacyjne wyjazdy sprzyjają zakupom. Lubię mieć w szafie rzeczy, które znaczą coś więcej i przywołują miłe wspomnienia. Czasami są dokładnie przemyślanymi zakupami, a czasami bywają kupione pod wpływem chwili bądź niezwykle skutecznej namowie charyzmatycznego sprzedawcy. Niestety później z takimi wakacyjnymi pamiątkami o wiele trudniej się rozstać. I nie ma znaczenia czy towarzyszą nam niemalże przez cały czas czy nosiłyśmy je tylko kilka razy (bądź wcale). One zawsze przywołają wspomnienia. :)
Muszę przyznać, że miałam szczęście wracać do domu samochodem. Inaczej mogłoby być ciężko załadować to wszystko do walizki. Kilka nowych rzeczy wpadło. 

Ta granatowa sukienka została kupiona w second-handzie. Jest niezwykle lekka, zwiewna i dziewczęca. Nieco mocniejszy podmuch wiatru skutkuje efektem Marilyn Monroe, także trzeba uważać. :D Prasowanie jej to czyste tortury, ale mimo wszystką ją uwielbiam. Pochodzi z Zary.


Zwiewna, zielona bluzeczka już czeka na swoją premierę podczas Latino Night, na które wybieram się w środę. Kojarzy mi się właśnie z taką gorącą latynoską nocą. Jest niezwykle kobieca, ładnie podkreśla figurę. Kupiłam ją w secon-handzie, a pochodzi z firmy Etam.


Czuję, że ta sukienka będzie jednym z moich ulubieńców na nadchodzący sezon jesienno-zimowy. Wykonana z grubszego materiału, więc takiemu zmarźlakowi jak ja nie powinno być zimno. Jest bardzo kobieca i elegancka. Bardzo podoba mi się ten oryginalny kolor. Jeden z wakacyjnych łupów.  :)


Bardzo duża, pakowna torba. Idealna do codziennego użytku. Bardzo solidna, wykonana z dobrej jakości skóry. Kupiona za śmieszną cenę, gdyż rzekomo była uszkodzona. Oczywiście, jeśli źle założone ucho, które wystarczyło poprawić w jakieś dwie minuty to uszkodzenie. :D


Generalnie nie przepadam za pastelowymi kolorami. Wolę mocne, wyraziste barwy. Ten delikatny sweterek to jedyna rzecz, która wpisała się w pastelowy trend. Urzekło mnie delikatne, ażurowe, dziewczęce wykończenie. :) Kupiona w second-handzie. Jest zupełnie nieznanej mi firmy Bik Bok.


Piękna, delikatna sukienka o kroju bombki. Wymagała jedynie drobnego przeszycia ramiączek i idealnie leży na ciele. Sama w sobie nie jest jakaś zniewalająca, ale w towarzystwie dobrze dobranych dodatków jest naprawdę świetna. Wykonana przez Marca Lauge. Kolejna perełka wyszukana w second-handzie. Chyba czas zacząć jakąś terapię...


Pewnego dnia trafiłam na likwidację małego sklepiku obuwniczego. Wszystkie pary był przecenione kilkakrotnie, więc skusiłam się na trzy. Czarne pantofle całkiem nieźle sprawdzą się podczas sezonu jesiennego. Takie uniwersalne buty na co dzień warto mieć. Do spodni prezentują się całkiem nieźle. Szare balerinki są naprawdę urocze w swej prostocie. Pasują do wszystkiego i są niezwykle wygodne. Do tych granatowych czółenek z biało-czerwonymi kokardami zapałałam miłością od pierwszego wejrzenia. Są po prostu śliczne, a przy tym niesamowicie wygodne. Naprawdę nie czuć ich na stopie. Jednym słowem - idealne. :D
 
  

Będąc nad morzem nie mogłam nie kupić czegoś z biżuterii. W sumie to nie kupiłam ich. Obie pary dostałam w prezencie. Biżuteria to dla mnie prawdziwa pamiątka i idealny podarunek. A szczególnie te kolczyki, ponieważ słoneczniki to moje ulubione kwiaty. :D


A czy dla Was ubrania i dodatki też są czymś więcej? Lubicie tego typu pamiątki i prezenty? :)

piątek, 10 sierpnia 2012

Mi pelo en agosto '12

¡HOLA!

Czyli moje włosy w sierpniu '12.
Miałam wrócić opalona na brąz, a wyszła z tego delikatna oliwka, jednakże nie mogę narzekać na pogodę. Przez większość czasu towarzyszyło mi ładne słoneczko - idealne na opalanie. Na szczęście uciekłam przed największymi ulewami i wichurami. Wczoraj wieczorem rozpoczęłam intensywną akcję-regenerację moich włosów, które po wyjeździe są nieco przesuszone i bardziej łamliwe. Na oko urosły jakieś 2-3 cm - przy skręcie trudno określić, więc chyba muszę comiesięczną aktualizację robić zawsze w tej samej bluzce. xD Szczerze wolałabym, żeby nie urosły wcale, a przestały wypadać. Może już czas na jakąś dobrą wcierkę? :)


Zawsze przed wyjściem na plażę spryskiwałam je intensywnie moją własnoręcznie robioną odżywką, a na końcówki nakładałam nieco większą ilość olejku z Alterry 'Migdały i papaja'. Włosy związywałam w warkocz lub robiłam koszka. Prawie zawsze miałam na głowie szal czy chustę, ale przyznaję się bez bicia, że czasami o tym zapominałam. Po przyjściu z plaży płukałam włosy i nakładałam na nie sporą porcję odżywki Isany z olejkiem babassu. Moje włosy bardzo polubiły ten zabieg. Były później niesamowicie miękkie, sypkie, błyszczące i mocniej się kręciły.
Walizkową kosmetyczkę zawsze staram się ograniczyć do niezbędnego minimum. Zabrałam ze sobą żel do higieny intymnej Facelle Sensitive z Rossmanna, który służył mi jako szampon. Karmiłam swoje włosy odżywką Isany z olejkiem babassu. Raz nałożyłam na nie maskę Alterry z granatem i aloesem. Czesałam je delikatnie drewnianym grzebieniem z The Body Shop i obowiązkowo owijałam je bawełnianym podkoszulkiem. 
Jeszcze przed wyjazdem zauważyłam wzmożone wypadanie włosów, które wzmogło się nad Bałtykiem. Muszę coś z tym zrobić. Zdecydowałam się zakupić skrzypokrzywę, szampon Pharmaceris do włosów wypadających, zrobić zakupy w Kalinie. Po miesięcznej przerwie znów rozpocznę suplementację. Zastanawiam się nad kupnem kolejnego oleju i chyba zdecyduję się na lniany. Mam w planach intensywne olejowanie. :D Zaczęłam do wszystkiego dosypywać siemienia lnianego, ponieważ żelu nie jestem w stanie przełknąć, za to świetnie służy mi jako stylizator loków. Skręt po nim nie jest zły, ale mógłby być mocniejszy. Może spróbuję dodać go do soków warzywno-owocowych bądź zmiksować go z jakimś owocem. Spróbuję odżywić moje włosy od wewnątrz, ponieważ wydaje mi się, że tego najbardziej potrzebują. :)


Jak Wasze włosy zniosły wakacyjne wyjazdy, słońce, wiatr, słoną i chlorowaną wodę? Jak wygląda Wasz plan regeneracji po wakacjach?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...